Obudziłam się w szpitalu, z początku widząc przed sobą jedynie jasną plamę światła. Wciąż byłam oszołomiona. Wydawało mi się, że oślepiający mnie blask jest tym słynnym, symbolicznym światełkiem w tunelu, które wielu ludzi dostrzega odchodząc z tego świata. Tego chciałam. Biała plama jednak stawała się coraz bardziej wyraźna, a kształty poszczególnych obiektów zarysowywały się stopniowo. Moje zmysły wybudzały się z letargu. Wracałam do żywych. Niestety.
Leżałam na niezbyt wygodnym łóżku. W pomieszczeniu panował minimalistyczny, sterylny wystrój. Odzyskując świadomość zdałam sobie sprawę z tego, że przebywam w szpitalu. Wszystkie łóżka w mojej sali były puste, w pobliżu nie było nikogo. Prawdopodobnie był środek nocy, ponieważ jedyną plamę światła w ciemności dawała zapalona na korytarzu jarzeniowa lampa. Spróbowałam wstać, jednak wciąż kręciło mi się w głowie. Nie do końca pamiętałam, co ostatecznie się wydarzyło Chyba krwawiłam. Mogłam stracić dużo krwi, jednak bardziej prawdopodobny jest fakt, że leki nasenne wciąż częściowo działają i mnie otępiają.
Kiedy udało mi się wreszcie poderwać z łóżka i złapać względną równowagę, wykonałam trzy kroki aby przejść na drugą stronę łóżka. Wiedziałam, że odpowiedzi na wszystkie moje pytania znajdę w najbardziej strategicznym szpitalnym zbiorze informacji - karcie pacjenta. Tę znaleźć można było przymocowaną do przedniej strony łóżka każdego pacjenta. Dobyłam swojej tak szybko, jak tylko do niej dotarłam. Wzięłam ją pod pachę i powolnym krokiem wróciłam z nią na łóżko. Spodziewałam się wszystkiego, ale nie tego, co rzeczywiście w niej przeczytałam.
Nieudana próba samobójcza. Przedawkowanie leków na sennych. Poronienie.
Poronienie? Wszystko zaczynało układać się stopniowo w spójną całość, choć z początku wydawało się zupełną abstrakcją. Zupełnie jakby śnił mi się koszmar i zaraz miałabym się obudzić. Z czasem jednak zaczęłam łączyć wszystkie fakty. Ciąg przyczynowo-skutkowy, który doprowadził mnie właśnie tam, gdzie byłam. Przyjęcie u Maniury. Wspólnie spędzona z Karolem noc. Odwrócenie się wszystkich ode mnie. Moja próba samobójcza poprzez zażycie ogromnej ilości leków nasennych... Nie miałam pojęcia, że pod moim serduszkiem mogło rozwijać się nowe życie. Początkowa faza ciąży objawiać się może różnie. Jednym z podstawowych objawów jest zmiana samopoczucia i drażliwość. Rzeczywiście nigdy wcześniej nie byłabym w stanie odważyć się na taki czyn. Nigdy nie obchodziło mnie aż do tego stopnia, co myśleli o mnie inni. Tym razem jednak dałam się wyprowadzić z równowagi do takiego stopnia, że byłam gotowa targnąć się na swoje życie. Myślałam, że dłuższa walka nie ma sensu. Że nie mam dla kogo żyć. Okazało się jednak, że nigdy w życiu aż tak się nie pomyliłam. Nigdy jeszcze nie popełniłam takiego błędu. Próbując pozbawić życia samą siebie, zabiłam cząstkę mnie, o której istnieniu nie miała pojęcia. Cząstkę mnie, która żyła własnym życiem. Otrułam własne dziecko.
Miałam zostać lekarzem, aby pomagać ludziom, ratować istnienia. Tymczasem... Moje sumienie już mi na to nie pozwoli. Mój świat się zawalił. Wiedziałam, że nic już nie będzie takie samo. Zniszczyłam wszystko. Rozpłakałam się. Wpadłam w histerię. Zaczęłam krzyczeć. Wyć. Tak potwornego wyrazu rozpaczy nie wydałam z siebie jeszcze nigdy. Wbijałam sobie paznokcie w skórę głowy, zaciskałam oczy, próbując na siłę wybudzić się z tego koszmaru. To na nic. Wstąpiła we mnie potworna, demoniczna siła. Znów straciłam świadomość, postradałam zmysły. Wybiegłam z sali. Ktoś próbował mnie powstrzymać, ale byłam tak agresywna i uparta. Biłam, wyrywałam się, krzyczałam, rzucałam czym popadnie. W końcu uwolniłam się z uścisków. Uciekłam ze szpitala. Biegłam prosto przed siebie ze łzami w oczach. Nie wiedziałam dokąd. Miałam nadzieję, że to wszystko tylko mi się śni. Że za chwilę się obudzę. Czułam, jak przyspieszonym pulsem biło moje serce.
Niniejszy blog ma charakter dydaktyczny i powstaje w ramach zajęć "Twórcze pisanie. Praca z blogiem" prowadzonych w Instytucie Filologii Romańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. Autorem bloga jest student wcielający się w wybraną, nieistniejącą postać z życia społecznego, a publikowane tu treści są całkowicie fikcyjne i nie odzwierciedlają prawdziwych poglądów autora ani koordynatora zajęć.
niedziela, 9 grudnia 2018
wtorek, 4 grudnia 2018
El primer encuentro con la oscuridad
Me parece que ya estoy perdiendo la conciencia. Han pasado algunas horas desde cuando acabé de tomar los somníferos. Los vértigos y las náuseas son casi insoportables. Nada más quiero luchar, pero mi organismo se comporta como un valiente soldado. Estoy cansada. Quiero solamente dormir y perder la maldita abilidad de sentir. Espero que he tomado suficientes pastillas para realizar mi deseo y facilitar la vida de todas las personas que me detestan. Cada minuto parece como una hora. Cada hora parece como la eternidad. No es posible describir por palabras los sentimientos que me acompañan. Una paradoja sorprendente, que estoy tan agotada y tan frenética en el mismo tiempo.
Algo funciona no exactamente como debería. Mis sentidos se siguen aguzando en lugar de silenciarse. Cada sonido detrás de la ventana me pone frustrada. Siento que me estoy durmiendo lentamente pero no tranquilamente. Tantos sentimientos duros, tanta frustración y todo esto me están robando el último suspiro, como si fueran los demones que me arrastren al infierno. En el último segundo antes de cerrar los ojos, toda mi vida, cada solo memoria, ha pasado en frente de ellos.
La descripción... suena muy oscura, pero lo más oscuro es lo que ha pasado después. Cuando pensaba que ya estaba muerta, pasó una cosa peor de todo. Me desperté. Muy violentamente, vomitando. Mi organismo seguía luchando. Estaba tumbada en mis propios vomitos en una situación tan desesperante. Me puse a llorar de repente. Todo lo que había sobrevivido durante las últimas horas era solamente el inicio de la aventura con el suicidio. Nunca me sentía tan loca, tan destruída, tan enferma. No creía que pudiera existir el estado peor. Pero lo más sorprendente y trágico todavía iba a pasar. Después de sentir el dolor más pesado que pudiera imaginar, tanto en sentido físico, como mental, me di cuenta de que hay sangre en mi cama. En ese momento no lo podía creer. Pensaba que era una alucinación. Pero la cantidad de sangre aumentaba. No era posible... Elegí esta manera de matarme para evitar todas las hemorragias. La sangre era real. Sin pensar, empezé a gritar...
Mis padres llegaron a mi habitación muy rápidamente. Cuando me vieron en mi cama, tumbada en la sangre, los vomitos y la histeria, immediatamente llamaron al hospital. Todo lo que pasaba era como una pesadilla surrealista. En ese momento de culminación todos mis sentidos finalmente empezaron a silenciarse. Primero el oído, porque los sonidos, como los gritos de mis padres, la sirena de la ambulancia, me parecían cada segundo más y más deformados. Después la vista, igualmente que el sonido, se deformaba hasta que mi abilidad de clara y racional percepción completamente desapareció. No sé qué exactamente pasó después. Me recuerdo sino la oscuridad, el silencio.
Algo funciona no exactamente como debería. Mis sentidos se siguen aguzando en lugar de silenciarse. Cada sonido detrás de la ventana me pone frustrada. Siento que me estoy durmiendo lentamente pero no tranquilamente. Tantos sentimientos duros, tanta frustración y todo esto me están robando el último suspiro, como si fueran los demones que me arrastren al infierno. En el último segundo antes de cerrar los ojos, toda mi vida, cada solo memoria, ha pasado en frente de ellos.
La descripción... suena muy oscura, pero lo más oscuro es lo que ha pasado después. Cuando pensaba que ya estaba muerta, pasó una cosa peor de todo. Me desperté. Muy violentamente, vomitando. Mi organismo seguía luchando. Estaba tumbada en mis propios vomitos en una situación tan desesperante. Me puse a llorar de repente. Todo lo que había sobrevivido durante las últimas horas era solamente el inicio de la aventura con el suicidio. Nunca me sentía tan loca, tan destruída, tan enferma. No creía que pudiera existir el estado peor. Pero lo más sorprendente y trágico todavía iba a pasar. Después de sentir el dolor más pesado que pudiera imaginar, tanto en sentido físico, como mental, me di cuenta de que hay sangre en mi cama. En ese momento no lo podía creer. Pensaba que era una alucinación. Pero la cantidad de sangre aumentaba. No era posible... Elegí esta manera de matarme para evitar todas las hemorragias. La sangre era real. Sin pensar, empezé a gritar...
Mis padres llegaron a mi habitación muy rápidamente. Cuando me vieron en mi cama, tumbada en la sangre, los vomitos y la histeria, immediatamente llamaron al hospital. Todo lo que pasaba era como una pesadilla surrealista. En ese momento de culminación todos mis sentidos finalmente empezaron a silenciarse. Primero el oído, porque los sonidos, como los gritos de mis padres, la sirena de la ambulancia, me parecían cada segundo más y más deformados. Después la vista, igualmente que el sonido, se deformaba hasta que mi abilidad de clara y racional percepción completamente desapareció. No sé qué exactamente pasó después. Me recuerdo sino la oscuridad, el silencio.
czwartek, 29 listopada 2018
Efekt domino
Witajcie, kochani. Po mojej ostatniej opowieści z pewnością jesteście ciekawi, co się po tym wszystkim ze mną dzieje. Niestety moi rodzice nie odzywają się do mnie do dnia dzisiejszego. Praktycznie się nie widujemy, a kiedy już gdzieś w domu przypadkiem się spotkamy, nie potrafią nawet spojrzeć mi w oczy. Czuję, że całkowicie zawiodłam ich oczekiwania i straciłam ich zaufanie. W szkole wszyscy się ze mnie śmieją - połowa osób widziała mnie kompletnie pijaną i rozebraną, w łóżku mojej przyjaciółki z chłopakiem, którego przed tym wszystkim nawet dobrze nie znałam. Maniura również się do mnie nie odzywa. W końcu cała akcja poszukiwawcza spowodowana była jej zaufaniem - była przekonana, że jej najlepsza przyjaciółka nie złamie reguł ustanowionych przez nią w jej własnym domu. Całe to zamieszanie przyniosło również ze sobą inne konsekwencje i problemy nie tylko jej, ale i jej rodzicom. Wyszło na jaw, że alkohol spożywały nie tylko osoby pełnoletnie i powiadomieni zostali opiekunowie wszystkich gości. Skutkuje to tym, że nie tylko cała szkoła, ale wręcz cała moja okolica mnie znienawidziła. Obwiniają mnie o większość ostatnich wydarzeń. Nie popisałam się i zachowałam bardzo niestosownie, mam świadomość, że sporo winy leży po mojej stronie. Ale nikt nie kazał nikomu nieletniemu pić - ja przed osiemnastym rokiem życia tego nie robiłam. Mimo że sami są sobie winni, stałam się kozłem ofiarnym i popychadłem. Nie mam wsparcia u nikogo. Karol też nie zadzwonił po tym, do czego między nami doszło, ale spodziewałam się tego. Wszyscy mnie nienawidzą. Wszystko na raz zwaliło się niczym domino.
Czasem zastanawiam się, czy to wszystko nie zaszło za daleko. Nigdy nie byłam szczęśliwa i zawsze postępowałam tak, aby spełnić oczekiwania innych, nie mając pojęcia o tym, czego ja sama chcę. Do teraz nie wiem, kim tak naprawdę jestem. Wiem jedynie, że gdy pierwszy raz posłuchałam samej siebie i poczułam się wolna, wszyscy się ode mnie odwrócili. Czy takie życie ma sens? Ten pamiętnik z początku mi pomagał, jednak dostrzegam spadającą tendencję jego skuteczności... Coraz częściej zastanawiam się, czy nie łatwiej byłoby po prostu odejść z tego świata. Mam wrażenie, że to byłoby najlepsze wyjście, zarówno dla mnie jak i dla innych. Wyczytałam w internecie, że najlepszym sposobem, aby popełnić samobójstwo jest połknięcie leków nasennych i zaśnięcie, ale to nieprawda. Z lekcji biologii wiem, że organizm w takich chwilach próbuje walczyć. Budzisz się, zwracasz całą zawartość żołądka, czujesz się okropnie. Taka śmierć byłaby okropnie bolesna. Problem w tym, że nie mam innego pomysłu. Każdy inny sposób pozostawiłby po mnie "bałagan". Zamiast uwolnić ludzi od problemów, jakie sprawiam, tylko bym je powieliła - sprzątanie zwłok nie należy do najciekawszych czynności.
Wczoraj udałam się do apteki i dzięki lewej recepcie lekarskiej zakupiłam opakowanie silnych leków nasennych. W tej chwili, pisząc ten wpis, siedzę na łóżku i patrzę na nie. Leżą na moim stoliku nocnym i wywołują we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo mnie przyciągają, ponieważ chcę mieć to już z głowy. Z drugiej, co jest w takiej sytuacji normalne, prowokują we mnie niepokój. Mimo że jestem już pewna swojej decyzji, przewijają mi się przez głowę różne scenariusze i pytania. Co mnie jeszcze powstrzymuje przed zażyciem tych lekarstw? Fakt, że słyszę, że moi rodzice krzątają się po domu i nie śpią. Mimo że ostatnio w ogóle nie rozmawiamy i praktycznie nie wchodzą do mojego pokoju, nie chciałabym ryzykować. Kiedy będą spać, będę mieć pewność, że nikt nie zdoła mnie w ostatniej chwili uratować. To wszystko oznacza, iż możliwe jest, że to mój ostatni wpis. Chciałam wszystkich bardzo przeprosić za każdy kłopot, jaki sprawiłam. Zdałam sobie sprawę, że moje wpisy brzmią jak niskobudżetowa nastoletnia drama. Tylko że w tym przypadku nie będzie typowego szczęśliwego zakończenia. Za oknem robi się już ciemno... Szmery w domu stopniowo cichną.
Czasem zastanawiam się, czy to wszystko nie zaszło za daleko. Nigdy nie byłam szczęśliwa i zawsze postępowałam tak, aby spełnić oczekiwania innych, nie mając pojęcia o tym, czego ja sama chcę. Do teraz nie wiem, kim tak naprawdę jestem. Wiem jedynie, że gdy pierwszy raz posłuchałam samej siebie i poczułam się wolna, wszyscy się ode mnie odwrócili. Czy takie życie ma sens? Ten pamiętnik z początku mi pomagał, jednak dostrzegam spadającą tendencję jego skuteczności... Coraz częściej zastanawiam się, czy nie łatwiej byłoby po prostu odejść z tego świata. Mam wrażenie, że to byłoby najlepsze wyjście, zarówno dla mnie jak i dla innych. Wyczytałam w internecie, że najlepszym sposobem, aby popełnić samobójstwo jest połknięcie leków nasennych i zaśnięcie, ale to nieprawda. Z lekcji biologii wiem, że organizm w takich chwilach próbuje walczyć. Budzisz się, zwracasz całą zawartość żołądka, czujesz się okropnie. Taka śmierć byłaby okropnie bolesna. Problem w tym, że nie mam innego pomysłu. Każdy inny sposób pozostawiłby po mnie "bałagan". Zamiast uwolnić ludzi od problemów, jakie sprawiam, tylko bym je powieliła - sprzątanie zwłok nie należy do najciekawszych czynności.
Wczoraj udałam się do apteki i dzięki lewej recepcie lekarskiej zakupiłam opakowanie silnych leków nasennych. W tej chwili, pisząc ten wpis, siedzę na łóżku i patrzę na nie. Leżą na moim stoliku nocnym i wywołują we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo mnie przyciągają, ponieważ chcę mieć to już z głowy. Z drugiej, co jest w takiej sytuacji normalne, prowokują we mnie niepokój. Mimo że jestem już pewna swojej decyzji, przewijają mi się przez głowę różne scenariusze i pytania. Co mnie jeszcze powstrzymuje przed zażyciem tych lekarstw? Fakt, że słyszę, że moi rodzice krzątają się po domu i nie śpią. Mimo że ostatnio w ogóle nie rozmawiamy i praktycznie nie wchodzą do mojego pokoju, nie chciałabym ryzykować. Kiedy będą spać, będę mieć pewność, że nikt nie zdoła mnie w ostatniej chwili uratować. To wszystko oznacza, iż możliwe jest, że to mój ostatni wpis. Chciałam wszystkich bardzo przeprosić za każdy kłopot, jaki sprawiłam. Zdałam sobie sprawę, że moje wpisy brzmią jak niskobudżetowa nastoletnia drama. Tylko że w tym przypadku nie będzie typowego szczęśliwego zakończenia. Za oknem robi się już ciemno... Szmery w domu stopniowo cichną.
środa, 21 listopada 2018
Fiesta - parte 2
- ¿Dónde está Elena? ¿La habéis visto? - preguntaba Maniura a cada persona. Cuando no me podía encontrar, empezó a preocuparse. Se sentía mal por no cuidar de mí y no pasar el tiempo de su fiesta conmigo. Sabía que yo nunca había estado en ninguna situación así y le sorprendió mi desaparición. No le imaginaba que pudiera adaptarme tan pronto. Me buscaba en casi todos los lugares de la casa pero sin resultado.
Yo no tenía ni idea de que había pasado tanto tiempo. Karol y yo después de beber mucho alcohol nos durmimos en la cama de los padres de Maniura. Maniura había prohibido entrar en el segundo piso porque eso era la zona privada de los miembros de su familia, pero por la causa de las emociones tan espontáneas, yo i Karol no sabíamos a dónde nos estabamos trasladando en aquel momento. Al confiarme mucho, ella no se dio cuenta de que me tenía que buscar ahí. No decidió subir al segundo piso y se puso muy estresada por no haberme encontrado. Por todo ello, cuando algún tiempo ha pasado, tomó una decisión muy desagradable para mí - telefonar a mis padres.
Cuando Maniura llamó a mis padres, al principio les preguntó si yo hubiera venido a casa. Les dijo la verdad, que algunas horas atrás yo había desaparecido y ella no sabía cómo comportarse. En mi opinión era lo peor que podía hacer teniendo en cuenta el carácter de mis padres. Ellos de repente llamaron a la policía. Cuando llegaron a la fiesta en compañía de los policías, empezó una gran investigación parecida a las de las series criminales estadounidenses. Los investigadores preguntaban a todos los invitados cuándo me habían visto última vez. Todo esto se convirtió en un gran asunto, porque ocurrió que, a pesar de consumir alcohol, no todos los invitados eran mayores de edad. Unos de los policías empezaron a llamar a los padres de todos los adolescentes, incluso los padres de Maniura como los huéspedes, y otros estaban continuando la búsqueda de mí.
En un momento un de los investigadores tomó una decisión de subir al segundo piso. Cuando vió a una pareja de jovenes durmiendo en la cama doble en el dormitorio, empezó a reírse y llamó a sus colegas. Todas las personas presentes en la casa, emocionadas por lo que estaba pasando, en ese momento vinieron a la habitación de los padres de Maniura. Nunca he sobrevivido ninguna cosa tam vergonzosa. Maniura, mis compañeros de escuela, los policías, mis padres... Y yo... Completamente borracha, tumbada en una cama de los padres de mi mejor amiga con un chico. Nuestra ropa en el suelo. Me desperté, en presencia de toda esa gente, oyendo tantas voces riendo y viendo una gran desaprobación en las caras de mis padres.
Yo no tenía ni idea de que había pasado tanto tiempo. Karol y yo después de beber mucho alcohol nos durmimos en la cama de los padres de Maniura. Maniura había prohibido entrar en el segundo piso porque eso era la zona privada de los miembros de su familia, pero por la causa de las emociones tan espontáneas, yo i Karol no sabíamos a dónde nos estabamos trasladando en aquel momento. Al confiarme mucho, ella no se dio cuenta de que me tenía que buscar ahí. No decidió subir al segundo piso y se puso muy estresada por no haberme encontrado. Por todo ello, cuando algún tiempo ha pasado, tomó una decisión muy desagradable para mí - telefonar a mis padres.
Cuando Maniura llamó a mis padres, al principio les preguntó si yo hubiera venido a casa. Les dijo la verdad, que algunas horas atrás yo había desaparecido y ella no sabía cómo comportarse. En mi opinión era lo peor que podía hacer teniendo en cuenta el carácter de mis padres. Ellos de repente llamaron a la policía. Cuando llegaron a la fiesta en compañía de los policías, empezó una gran investigación parecida a las de las series criminales estadounidenses. Los investigadores preguntaban a todos los invitados cuándo me habían visto última vez. Todo esto se convirtió en un gran asunto, porque ocurrió que, a pesar de consumir alcohol, no todos los invitados eran mayores de edad. Unos de los policías empezaron a llamar a los padres de todos los adolescentes, incluso los padres de Maniura como los huéspedes, y otros estaban continuando la búsqueda de mí.
En un momento un de los investigadores tomó una decisión de subir al segundo piso. Cuando vió a una pareja de jovenes durmiendo en la cama doble en el dormitorio, empezó a reírse y llamó a sus colegas. Todas las personas presentes en la casa, emocionadas por lo que estaba pasando, en ese momento vinieron a la habitación de los padres de Maniura. Nunca he sobrevivido ninguna cosa tam vergonzosa. Maniura, mis compañeros de escuela, los policías, mis padres... Y yo... Completamente borracha, tumbada en una cama de los padres de mi mejor amiga con un chico. Nuestra ropa en el suelo. Me desperté, en presencia de toda esa gente, oyendo tantas voces riendo y viendo una gran desaprobación en las caras de mis padres.
poniedziałek, 12 listopada 2018
Przyjęcie - cz. 1
Witajcie, kochani! Na początku chciałam Was serdecznie przeprosić za brak odzewu w ostatnim czasie - w moim życiu wiele się wydarzyło... Do tego wszystkiego przejdę jednak za chwilę. Obiecuję nadrobić zaległości wkrótce - uwierzcie, jest o czym pisać.
Wszystko zaczęło się od przyjęcia u Maniurki, o którym ostatnio pisałam. Ostatecznie zdecydowałam, że pomimo natłoku obowiązków na nie pójdę. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, ponieważ takie zachowanie jest do mnie niepodobne. Nawet nie lubię imprez. Potrzebowałam chyba jednak odskoczni od tego wszystkiego - obowiązków, oczekiwań mojej rodziny, wątpliwości co do mojej przyszłości. Na początek, z bojowym nastawieniem, postanowiłam obwieścić moją decyzję rodzicom. Od początku wiedziałam, że nie skończy się to dobrze, i tak też się stało. Zaczęli drzeć się na mnie, że przecież mam wtedy korepetycje z chemii rozszerzonej i czego to ja sobie nie wyobrażam. To tylko spotęgowało moją chęć działania na przekór. Powiedziałam, że mam w poważaniu ich zdanie na temat mojej przyszłości, bo nigdy nie zapytali o to, czy naprawdę chcę tego samego, co oni. Zaczęły się wyzwiska, bluzgi, z obu stron. Kiedy ostra wymiana zdań sięgnęła szczytu a oni zabronili mnie gdziekolwiek wychodzić, po prostu wyszłam z domu, trzaskając z całej siły drzwiami tak, że niemal wyleciały one z zawiasów, a następnie udałam się bezpośrednio do domu przyjaciółki. O dziwo, nawet się tym nie przejęłam. Czułam ulgę. Maniurka otworzyła mi drzwi dziwiąc się, że jestem tak wcześnie (do imprezy zostały jeszcze dwie godziny). Zaprosiła mnie do środka. W tym momencie uświadomiłam sobie, że wychodząc z domu w przypływie nerwów, nie przebrałam się ani nie umalowałam. Nie wzięłam nawet niczego, aby móc zrobić to tutaj. Na szczęście Maniurka, jako pasjonatka mody i makijazu, z ogromnym entuzjazmem podjęła się dokonania na mnie metamorfozy. I wiecie co? Zrobiła mnie na bóstwo.
Jeszcze nigdy nie wyglądałam tak pięknie. Upięte włosy, idealnie zarysowane brwi, konturowanie rozświetlaczem i bronzerem z najnowszej kolekcji, długie i gęste czarne rzęsy, matowe usta w kolorze pudrowego różu. Kiedy spojrzałam w lustro, z początku nie poznałam samej siebie. Wyglądałam jak te wszystkie gwiazdy, które widuję w telewizji lub na Instagramie. Miałam ochotę płakać ze szczęścia, ale wtedy wszystko by ze mnie spłynęło. Maniura pożyczyła mi również jedną ze swoich sukienek, ponieważ nosimy ten sam rozmiar. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz cieszyły mnie tak przyziemne rzeczy i szczerze? Brakowało mi tego uczucia. Wreszcie mojej głowy nie zaprzątały nauki ścisłe. Czułam się ze sobą dobrze i wiedziałam już, że dziś chcę bawić się na całego.
Goście zaczynali się powoli schodzić. W większości byli to nasi znajomi ze szkoły. Kiedy do nich podchodziłam, przedstawiali mi się, jakbyśmy widzieli się pierwszy raz. Kiedy mówiłam "Ale to przecież ja, Elena", byli niezwykle zdziwieni i zaczynali wychwalać w niebiosa moją przemianę. "Wyglądasz świetnie!", "Powinnaś się tak malować na co dzień!". Gdyby nie brak czasu, zapewne tak właśnie bym postępowała. Przyjęcie oficjalnie się zaczęło, wszyscy goście tańczyli i sączyli drinki. Na początku nie wiedziałam, jak zachować się na parkiecie - ostatni raz na dyskotece byłam w trzeciej klasie podstawówki, a i tak podpierałam wtedy ścianę. Kiedy głowiłam się nad tym, jak nie zrobić z siebie idiotki, ktoś złapał mnie za ramię.
- Witaj, piękna - usłyszałam za sobą zmysłowy, męski głos.
Odwróciłam się i ujrzałam Karola - przystojniaka ze szkolnej drużyny. Chodziliśmy razem do klasy, jednak rzadko kiedy rozmawialiśmy - obracaliśmy się w innym towarzystwie, a ja z powodu korepetycji nigdy nie miałam okazji pójść na żadną klasową integrację.
- Cześć - odparłam machinalnie, chichocząc. Nie wiedziałam, jak się zachować. Nastała między nami cisza, która mimo lecącej w głośnikach muzyki i tłumu ludzi wokół była dla mnie niezręczna. On jednak wydawał się niezwykle spokojny i pewny siebie.
- Nie chciałabyś może zatańczyć? - zapytał, wyciągając dłoń w moją stronę.
- Ja... Ja bardzo chętnie, tylko nie umiem tańczyć i tego... Tańczę jak królewna z drewna, hehe - zaczęłam pleść od rzeczy i się czerwienić. Rumieńców jednak pod taką warstwą szpachli, jaką miałam na twarzy, nie dostrzegłby nawet najbardziej spostrzegawczy mężczyzna na świecie.
- Spokojnie, poprowadzę cię - odrzekł spokojnym głosem z uwodzicielskim uśmiechem. Był niezwykle przystojny i od samego kontaktu wzrokowego uginały się pode mną kolana. Nigdy nie interesowałam się chłopakami, nawet nie byłam nigdy w związku, co jest dość wstydliwą kwestią. Kolegów postrzegałam jedynie obiektywnymi kategoriami. Dziś jednak stałam się zupełnie inną osobą. Widząc go, miałam ochotę rzucić się na niego i zapomnieć o całym świecie. Złapał mnie za rękę i poprowadził na sam środek parkietu. Widziałam z daleka Maniurę, która na początku zdziwiła się, a następnie uśmiechnęła. Zaczęły we mnie buzować hormony, o których tak wiele się ostatnio uczyłam. Przesłaniały moją trzeźwość umysłu.
Tańczyłam z nim cały czas, sącząc drink za drinkiem. Byłam pewna, że za chwilkę odejdzie porwać do tańca inną dziewczynę, jednak tego nie zrobił. Cały czas trwał przy mnie i wpatrywał się na mnie jak w obrazek, wręcz rozbierał mnie wzrokiem. Z jednej strony peszyło mnie to, ale im więcej alkoholu spożywałam, tym bardziej mi się to podobało. Widziałam tez zazdrość w oczach innych dziewczyn - Karol jest powszechnie uznawany za "ciasteczko". Rozmawialiśmy o wielu rzeczach, począwszy od szkoły aż do życia prywatnego. Nie należał do najbystrzejszych, ale dało się poprowadzić z nim rozmowę na poziomie, co jeszcze bardziej pozytywnie na mnie oddziaływało.
Zbliżała się północ. Jeszcze nigdy nie byłam tak późno poza domem. Nie chciałam tam wracać i postanowiłam, że zostanę jak najdłużej. Impreza wciąż trwała, a my z Karolem przełamywaliśmy coraz to nowsze bariery. Coraz swobodniej się ze mną obchodził i na coraz więcej sobie pozwalał. Nie przeszkadzało mi to. Po raz pierwszy w życiu czułam się atrakcyjna. Mam już 18 lat, a jeszcze nigdy nie znalazłam się w takiej sytuacji. Na szczęście on o tym nie wiedział. W pewnym momencie powiedział, ze musi pójść się odświeżyć i czy nie poszłabym z nim, ponieważ trochę wypił i boi się, że sam nie da rady wejść po schodach na górę. Maniurka mieszkała w domu jednorodzinnym, na górnym piętrze znajdowały się pokoje jej, jej rodziców oraz łazienka. Zgodziłam się i poprowadziłam go. Maniurka nie zauważyła mojego zniknięcia, ponieważ w tej chwili była bardzo zajęta zabawianiem gości. Kiedy weszliśmy na górę, Karol zaczął się bardzo odważnie do mnie przystawiać.
- Nie chciałeś się czasem odświeżyć? - zapytałam, nie wiedząc jak postąpić.
- To był tylko pretekst do tego, aby zostać z tobą sam na sam. Dziś nie widzę świata poza tobą - odpowiedział.
Nie miałam pojęcia, co o tym myśleć. Nikt jeszcze nie powiedział mi czegoś tak dowartościowującego. Pocałował mnie, a ja odwzajemniłam jego pocałunek. Zrobił to kolejny raz. Objął mnie. Nawet nie pamiętam, w którym z pokoi nagle się się znaleźliśmy. Wszystko działo się tak szybko, a jednocześnie w jego ramionach czułam się, jakby czas się zatrzymał. Straciłam w tym momencie wszelkie blokady. Zapomniałam o rodzicach, o nauce, o medycynie. Wreszcie myślałam tylko o sobie. Nigdy nie zapomnę tego, co przeżyliśmy tej nocy. Było wspaniale. Czułam się błogo, nie będąc jeszcze świadomą, jaki obrót z czasem przybierze ta historia.
Wszystko zaczęło się od przyjęcia u Maniurki, o którym ostatnio pisałam. Ostatecznie zdecydowałam, że pomimo natłoku obowiązków na nie pójdę. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, ponieważ takie zachowanie jest do mnie niepodobne. Nawet nie lubię imprez. Potrzebowałam chyba jednak odskoczni od tego wszystkiego - obowiązków, oczekiwań mojej rodziny, wątpliwości co do mojej przyszłości. Na początek, z bojowym nastawieniem, postanowiłam obwieścić moją decyzję rodzicom. Od początku wiedziałam, że nie skończy się to dobrze, i tak też się stało. Zaczęli drzeć się na mnie, że przecież mam wtedy korepetycje z chemii rozszerzonej i czego to ja sobie nie wyobrażam. To tylko spotęgowało moją chęć działania na przekór. Powiedziałam, że mam w poważaniu ich zdanie na temat mojej przyszłości, bo nigdy nie zapytali o to, czy naprawdę chcę tego samego, co oni. Zaczęły się wyzwiska, bluzgi, z obu stron. Kiedy ostra wymiana zdań sięgnęła szczytu a oni zabronili mnie gdziekolwiek wychodzić, po prostu wyszłam z domu, trzaskając z całej siły drzwiami tak, że niemal wyleciały one z zawiasów, a następnie udałam się bezpośrednio do domu przyjaciółki. O dziwo, nawet się tym nie przejęłam. Czułam ulgę. Maniurka otworzyła mi drzwi dziwiąc się, że jestem tak wcześnie (do imprezy zostały jeszcze dwie godziny). Zaprosiła mnie do środka. W tym momencie uświadomiłam sobie, że wychodząc z domu w przypływie nerwów, nie przebrałam się ani nie umalowałam. Nie wzięłam nawet niczego, aby móc zrobić to tutaj. Na szczęście Maniurka, jako pasjonatka mody i makijazu, z ogromnym entuzjazmem podjęła się dokonania na mnie metamorfozy. I wiecie co? Zrobiła mnie na bóstwo.
Jeszcze nigdy nie wyglądałam tak pięknie. Upięte włosy, idealnie zarysowane brwi, konturowanie rozświetlaczem i bronzerem z najnowszej kolekcji, długie i gęste czarne rzęsy, matowe usta w kolorze pudrowego różu. Kiedy spojrzałam w lustro, z początku nie poznałam samej siebie. Wyglądałam jak te wszystkie gwiazdy, które widuję w telewizji lub na Instagramie. Miałam ochotę płakać ze szczęścia, ale wtedy wszystko by ze mnie spłynęło. Maniura pożyczyła mi również jedną ze swoich sukienek, ponieważ nosimy ten sam rozmiar. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz cieszyły mnie tak przyziemne rzeczy i szczerze? Brakowało mi tego uczucia. Wreszcie mojej głowy nie zaprzątały nauki ścisłe. Czułam się ze sobą dobrze i wiedziałam już, że dziś chcę bawić się na całego.
Goście zaczynali się powoli schodzić. W większości byli to nasi znajomi ze szkoły. Kiedy do nich podchodziłam, przedstawiali mi się, jakbyśmy widzieli się pierwszy raz. Kiedy mówiłam "Ale to przecież ja, Elena", byli niezwykle zdziwieni i zaczynali wychwalać w niebiosa moją przemianę. "Wyglądasz świetnie!", "Powinnaś się tak malować na co dzień!". Gdyby nie brak czasu, zapewne tak właśnie bym postępowała. Przyjęcie oficjalnie się zaczęło, wszyscy goście tańczyli i sączyli drinki. Na początku nie wiedziałam, jak zachować się na parkiecie - ostatni raz na dyskotece byłam w trzeciej klasie podstawówki, a i tak podpierałam wtedy ścianę. Kiedy głowiłam się nad tym, jak nie zrobić z siebie idiotki, ktoś złapał mnie za ramię.
- Witaj, piękna - usłyszałam za sobą zmysłowy, męski głos.
Odwróciłam się i ujrzałam Karola - przystojniaka ze szkolnej drużyny. Chodziliśmy razem do klasy, jednak rzadko kiedy rozmawialiśmy - obracaliśmy się w innym towarzystwie, a ja z powodu korepetycji nigdy nie miałam okazji pójść na żadną klasową integrację.
- Cześć - odparłam machinalnie, chichocząc. Nie wiedziałam, jak się zachować. Nastała między nami cisza, która mimo lecącej w głośnikach muzyki i tłumu ludzi wokół była dla mnie niezręczna. On jednak wydawał się niezwykle spokojny i pewny siebie.
- Nie chciałabyś może zatańczyć? - zapytał, wyciągając dłoń w moją stronę.
- Ja... Ja bardzo chętnie, tylko nie umiem tańczyć i tego... Tańczę jak królewna z drewna, hehe - zaczęłam pleść od rzeczy i się czerwienić. Rumieńców jednak pod taką warstwą szpachli, jaką miałam na twarzy, nie dostrzegłby nawet najbardziej spostrzegawczy mężczyzna na świecie.
- Spokojnie, poprowadzę cię - odrzekł spokojnym głosem z uwodzicielskim uśmiechem. Był niezwykle przystojny i od samego kontaktu wzrokowego uginały się pode mną kolana. Nigdy nie interesowałam się chłopakami, nawet nie byłam nigdy w związku, co jest dość wstydliwą kwestią. Kolegów postrzegałam jedynie obiektywnymi kategoriami. Dziś jednak stałam się zupełnie inną osobą. Widząc go, miałam ochotę rzucić się na niego i zapomnieć o całym świecie. Złapał mnie za rękę i poprowadził na sam środek parkietu. Widziałam z daleka Maniurę, która na początku zdziwiła się, a następnie uśmiechnęła. Zaczęły we mnie buzować hormony, o których tak wiele się ostatnio uczyłam. Przesłaniały moją trzeźwość umysłu.
Tańczyłam z nim cały czas, sącząc drink za drinkiem. Byłam pewna, że za chwilkę odejdzie porwać do tańca inną dziewczynę, jednak tego nie zrobił. Cały czas trwał przy mnie i wpatrywał się na mnie jak w obrazek, wręcz rozbierał mnie wzrokiem. Z jednej strony peszyło mnie to, ale im więcej alkoholu spożywałam, tym bardziej mi się to podobało. Widziałam tez zazdrość w oczach innych dziewczyn - Karol jest powszechnie uznawany za "ciasteczko". Rozmawialiśmy o wielu rzeczach, począwszy od szkoły aż do życia prywatnego. Nie należał do najbystrzejszych, ale dało się poprowadzić z nim rozmowę na poziomie, co jeszcze bardziej pozytywnie na mnie oddziaływało.
Zbliżała się północ. Jeszcze nigdy nie byłam tak późno poza domem. Nie chciałam tam wracać i postanowiłam, że zostanę jak najdłużej. Impreza wciąż trwała, a my z Karolem przełamywaliśmy coraz to nowsze bariery. Coraz swobodniej się ze mną obchodził i na coraz więcej sobie pozwalał. Nie przeszkadzało mi to. Po raz pierwszy w życiu czułam się atrakcyjna. Mam już 18 lat, a jeszcze nigdy nie znalazłam się w takiej sytuacji. Na szczęście on o tym nie wiedział. W pewnym momencie powiedział, ze musi pójść się odświeżyć i czy nie poszłabym z nim, ponieważ trochę wypił i boi się, że sam nie da rady wejść po schodach na górę. Maniurka mieszkała w domu jednorodzinnym, na górnym piętrze znajdowały się pokoje jej, jej rodziców oraz łazienka. Zgodziłam się i poprowadziłam go. Maniurka nie zauważyła mojego zniknięcia, ponieważ w tej chwili była bardzo zajęta zabawianiem gości. Kiedy weszliśmy na górę, Karol zaczął się bardzo odważnie do mnie przystawiać.
- Nie chciałeś się czasem odświeżyć? - zapytałam, nie wiedząc jak postąpić.
- To był tylko pretekst do tego, aby zostać z tobą sam na sam. Dziś nie widzę świata poza tobą - odpowiedział.
Nie miałam pojęcia, co o tym myśleć. Nikt jeszcze nie powiedział mi czegoś tak dowartościowującego. Pocałował mnie, a ja odwzajemniłam jego pocałunek. Zrobił to kolejny raz. Objął mnie. Nawet nie pamiętam, w którym z pokoi nagle się się znaleźliśmy. Wszystko działo się tak szybko, a jednocześnie w jego ramionach czułam się, jakby czas się zatrzymał. Straciłam w tym momencie wszelkie blokady. Zapomniałam o rodzicach, o nauce, o medycynie. Wreszcie myślałam tylko o sobie. Nigdy nie zapomnę tego, co przeżyliśmy tej nocy. Było wspaniale. Czułam się błogo, nie będąc jeszcze świadomą, jaki obrót z czasem przybierze ta historia.
poniedziałek, 29 października 2018
Injusticia de la vida
¡Hola amigos! La semana pasada fue un periodo lleno de trabajo. No tenía ni tiempo, ni ganas de pensar sobre todas las cuestiones que me preocupan excepto estudiar, por supuesto. Incluso el tiempo atmosférico se ha empeorado, llueve casi todo el día, como si el cielo llorara. Cada momento nos acercamos al invierno y los días siguen perdiendo su longitud. Por eso, el sol se pone más temprano y se oscurece más rápido. Es una de las peores desventajas de este periodo, porque estudiar sin la luz del día es muy dificil. El cansancio y el estrés de todo el día provocan tanta falta de concentración que no es posible aprender nada. Es la causa de que últimamente no estoy muy bien preparada en la escuela y obtengo peores notas. Si esto no acaba, incluso el exámen de matura no me ayudará en aplicar a la carrera de Medicina. Todavía no sé si quiero estudiar esta carrera. Tengo varias dudas. Supongo que debo tomar más vitamina D, porque la falta de esta vitamina baja la immunidad y capacidades mentales. Suele ser también una de las causas de la depresión. Esto es lo que ha mencionado mi profesor durante la última clase de biología. El origen principal de la vitamina D es el sol y últimamente no había ningún día soleado en Polonia. Maniura me dice que no puedo buscar una razón científica en todo lo que ocurre porque esto le parece extraño y triste. Me aconseja que vaya a su fiesta la que organiza la semana que viene y que me olvide de todas las cuestiones serias, pero tengo tanto para estudiar. Tengo una prueba de biologia y una de química, y ambas asignaturas estoy aprendiendo de nivel avanzado. A Maniura le da totalmente igual su futuro. No tiene ningunos planes y no sé que estrés tengo que sufrir este año. Para mí matura es algo que puede determinar todo mi futuro. ¿Y para ella? Para ella es solamente un papel. Le interesan solamente los chicos, las fiestas y el alcohól. Ah, y el maquillaje. Ella quiere ser una maquilladora de celebridades y siempre repite que para eso no necesita ninguna formación, solamente un diploma que le permita trabajar en esta profesión. Tengo que admitir que me siento un poco envidiosa porque su familia no espera de ella nada de maravillas. ¿Y la mía? Si yo quisiera llegar a ser una maquilladora, ellos nunca aceptarían una decisíon así. Creo que es un poco injusto que no se puede elegir la familia. Amo mucho a mis padres, pero exigen demasiado y por eso pierdo muchos momentos para trabajar en algo de lo que no estoy segura. Y son mis padres tan radicales que tengo miedo pensando en hablar con ellos sobre mis sentimientos. Porque sé que no los van ni a comprender, ni a aceptar. La tradición es lo más importante y punto. Gastan tanto dinero en mis clases extras. Nunca les pide organizar algunas. Todas las tardes después de la escuela, en lugar de descansar, sigo estudiando y esto a veces ya me pone hasta las narices. Eh... Creo que es todo para hoy... Os pido que me enviéis un montón de la energia positiva. La necesito mucho... ¡Hasta la próxima semana! ¡Abrazos!
poniedziałek, 22 października 2018
Pierwsze kroki w roli bloggerki
Witajcie wszyscy! Z racji tego, że jest to mój pierwszy wpis, zupełnie nie wiem, od czego mogłabym zacząć. Hmm... Może na początek się przedstawię? Mam na imię Elena i jestem uczennicą ostatniej klasy liceum. W nadchodzącym roku czeka mnie matura - państwowy egzamin, mogący mieć znaczący wpływ na wygląd mojej przyszłości. Wielu z Was pewnie stwierdzi, że przesadzam, albo zacznie rzucać tekstami, że "przecież nie każdy wielki człowiek zdał maturę", "matura to bzdura", itd, itp. Może i byłoby tak, gdybym nie miała już ustalonych planów na swoje życie. Niekoniecznie przez siebie samą... Pochodzę z rodziny, w której od wielu lat, w każdym pokoleniu, był co najmniej jeden lekarz. Moim rodzicom od zawsze bardzo zależało na tym, aby tradycji rodzinnej stało się zadość i już od małego starali się mocno wpajać mi swoje przekonania, na każdym możliwym kroku gwałcąc moje uszy stwierdzeniami typu: "lekarze są prawdziwymi bohaterami, ratują życie innym, to jeden z najszlachetniejszych jaki można sobie wyobrazić". Teraz, gdy jestem już dorosła i widzę, jak świat działa naprawdę, nie do końca się z tym zgadzam. Wiele razy trafiłam do lekarzy, którzy partaczyli swoją robotę, jak nie wiem, ale... Może właśnie to powinno motywować mnie do tego, aby wyprzeć ich z rynku pracy i w przeciwieństwie do nich naprawdę pomagać ludziom? Wierzę też, że gdyby nie silne wpływy moich rodziców obecne już od wczesnego dzieciństwa, lekarz nie byłby zawodem, który w jakikolwiek sposób by mnie przyciągał. Jestem dość wrażliwa, nie lubię widoku krwi, co powinno mnie na wstępie dyskwalifikować. Moje pasje również drastycznie odbiegają od tematów medycznych, lecz o nich opowiem później :) Mimo tego wszystkiego, z powodu takiego a nie innego wychowania, nie jestem w stanie odnaleźć się w jakiejkolwiek innej perspektywie przyszłości. Na myśl o tym, że matura mogłaby mi pójść niewystarczająco dobrze, aby dostać się na medycynę, robi mi się niedobrze, wpadam w panikę. Takie scenariusze kołaczą mi się ostatnio w głowie coraz częściej, prawdopodobnie z powodu narastającego stresu. Zegar tyka i czasu z dnia na dzień jest coraz mniej. W telefonie komórkowym ustawiłam sobie nawet odliczanie do matury, zupełnie jakby to miało mi w jakiś sposób pomóc... MA-SAK-RA! Wszystkie te nerwy zaczęły się we mnie kumulować, co sprawiło, iż musiałam odnaleźć ujście dla swoich emocji. Długo myślałam o tym, jaką formę mogłoby ono obrać. Pewnego dnia moja przyjaciółka, Maniurka (pozdrawiam Cię serdecznie <3), poleciła mi właśnie pisanie bloga. Uargumentowała to tym, że gdy była w związku z Mateuszem, który bardzo, bardzo źle ją traktował (ale nie będę o tym pisać), pisanie pomogło jej wyrzucić z siebie cały gniew, całą rozpacz i dużo szybciej potrafiła dojść do siebie. Ja nigdy tego nie robiłam. Póki co nie czuję dużej różnicy, ale rzeczywiście nieco mi ulżyło. Maniurka mówi, że zawsze miałam w sobie coś z Pokemona :) Hehe. I dziwiła się, że nigdy nie zakładałam bloga. Przy dziesiątkach godzin korepetycji z nauk ścisłych, które moi rodzice opłacali już od przedszkola, aby kształtować mój mózg wedle swojego uznania, nigdy nie miałam na to czasu, a jednak okazuje się, że jest to całkiem fajne. Trochę żałuję, że nigdy im się nie zbuntowałam. Mam wrażenie, że wiele szans na przeżycie czegoś niezwykłego przeciekło mi przez palce. Czas się otworzyć, jednak dobrze robić to małymi kroczkami. Dlatego właśnie tu jestem :) I mam nadzieję, że przyjmiecie mnie tu ciepło. Postaram się pisać dość często. Buziaki :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)