Witajcie, kochani. Po mojej ostatniej opowieści z pewnością jesteście ciekawi, co się po tym wszystkim ze mną dzieje. Niestety moi rodzice nie odzywają się do mnie do dnia dzisiejszego. Praktycznie się nie widujemy, a kiedy już gdzieś w domu przypadkiem się spotkamy, nie potrafią nawet spojrzeć mi w oczy. Czuję, że całkowicie zawiodłam ich oczekiwania i straciłam ich zaufanie. W szkole wszyscy się ze mnie śmieją - połowa osób widziała mnie kompletnie pijaną i rozebraną, w łóżku mojej przyjaciółki z chłopakiem, którego przed tym wszystkim nawet dobrze nie znałam. Maniura również się do mnie nie odzywa. W końcu cała akcja poszukiwawcza spowodowana była jej zaufaniem - była przekonana, że jej najlepsza przyjaciółka nie złamie reguł ustanowionych przez nią w jej własnym domu. Całe to zamieszanie przyniosło również ze sobą inne konsekwencje i problemy nie tylko jej, ale i jej rodzicom. Wyszło na jaw, że alkohol spożywały nie tylko osoby pełnoletnie i powiadomieni zostali opiekunowie wszystkich gości. Skutkuje to tym, że nie tylko cała szkoła, ale wręcz cała moja okolica mnie znienawidziła. Obwiniają mnie o większość ostatnich wydarzeń. Nie popisałam się i zachowałam bardzo niestosownie, mam świadomość, że sporo winy leży po mojej stronie. Ale nikt nie kazał nikomu nieletniemu pić - ja przed osiemnastym rokiem życia tego nie robiłam. Mimo że sami są sobie winni, stałam się kozłem ofiarnym i popychadłem. Nie mam wsparcia u nikogo. Karol też nie zadzwonił po tym, do czego między nami doszło, ale spodziewałam się tego. Wszyscy mnie nienawidzą. Wszystko na raz zwaliło się niczym domino.
Czasem zastanawiam się, czy to wszystko nie zaszło za daleko. Nigdy nie byłam szczęśliwa i zawsze postępowałam tak, aby spełnić oczekiwania innych, nie mając pojęcia o tym, czego ja sama chcę. Do teraz nie wiem, kim tak naprawdę jestem. Wiem jedynie, że gdy pierwszy raz posłuchałam samej siebie i poczułam się wolna, wszyscy się ode mnie odwrócili. Czy takie życie ma sens? Ten pamiętnik z początku mi pomagał, jednak dostrzegam spadającą tendencję jego skuteczności... Coraz częściej zastanawiam się, czy nie łatwiej byłoby po prostu odejść z tego świata. Mam wrażenie, że to byłoby najlepsze wyjście, zarówno dla mnie jak i dla innych. Wyczytałam w internecie, że najlepszym sposobem, aby popełnić samobójstwo jest połknięcie leków nasennych i zaśnięcie, ale to nieprawda. Z lekcji biologii wiem, że organizm w takich chwilach próbuje walczyć. Budzisz się, zwracasz całą zawartość żołądka, czujesz się okropnie. Taka śmierć byłaby okropnie bolesna. Problem w tym, że nie mam innego pomysłu. Każdy inny sposób pozostawiłby po mnie "bałagan". Zamiast uwolnić ludzi od problemów, jakie sprawiam, tylko bym je powieliła - sprzątanie zwłok nie należy do najciekawszych czynności.
Wczoraj udałam się do apteki i dzięki lewej recepcie lekarskiej zakupiłam opakowanie silnych leków nasennych. W tej chwili, pisząc ten wpis, siedzę na łóżku i patrzę na nie. Leżą na moim stoliku nocnym i wywołują we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo mnie przyciągają, ponieważ chcę mieć to już z głowy. Z drugiej, co jest w takiej sytuacji normalne, prowokują we mnie niepokój. Mimo że jestem już pewna swojej decyzji, przewijają mi się przez głowę różne scenariusze i pytania. Co mnie jeszcze powstrzymuje przed zażyciem tych lekarstw? Fakt, że słyszę, że moi rodzice krzątają się po domu i nie śpią. Mimo że ostatnio w ogóle nie rozmawiamy i praktycznie nie wchodzą do mojego pokoju, nie chciałabym ryzykować. Kiedy będą spać, będę mieć pewność, że nikt nie zdoła mnie w ostatniej chwili uratować. To wszystko oznacza, iż możliwe jest, że to mój ostatni wpis. Chciałam wszystkich bardzo przeprosić za każdy kłopot, jaki sprawiłam. Zdałam sobie sprawę, że moje wpisy brzmią jak niskobudżetowa nastoletnia drama. Tylko że w tym przypadku nie będzie typowego szczęśliwego zakończenia. Za oknem robi się już ciemno... Szmery w domu stopniowo cichną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz