poniedziałek, 12 listopada 2018

Przyjęcie - cz. 1

Witajcie, kochani! Na początku chciałam Was serdecznie przeprosić za brak odzewu w ostatnim czasie - w moim życiu wiele się wydarzyło... Do tego wszystkiego przejdę jednak za chwilę. Obiecuję nadrobić zaległości wkrótce - uwierzcie, jest o czym pisać.

Wszystko zaczęło się od przyjęcia u Maniurki, o którym ostatnio pisałam. Ostatecznie zdecydowałam, że pomimo natłoku obowiązków na nie pójdę. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, ponieważ takie zachowanie jest do mnie niepodobne. Nawet nie lubię imprez. Potrzebowałam chyba jednak odskoczni od tego wszystkiego - obowiązków, oczekiwań mojej rodziny, wątpliwości co do mojej przyszłości. Na początek, z bojowym nastawieniem, postanowiłam obwieścić moją decyzję rodzicom. Od początku wiedziałam, że nie skończy się to dobrze, i tak też się stało. Zaczęli drzeć się na mnie, że przecież mam wtedy korepetycje z chemii rozszerzonej i czego to ja sobie nie wyobrażam. To tylko spotęgowało moją chęć działania na przekór. Powiedziałam, że mam w poważaniu ich zdanie na temat mojej przyszłości, bo nigdy nie zapytali o to, czy naprawdę chcę tego samego, co oni. Zaczęły się wyzwiska, bluzgi, z obu stron. Kiedy ostra wymiana zdań sięgnęła szczytu a oni zabronili mnie gdziekolwiek wychodzić, po prostu wyszłam z domu, trzaskając z całej siły drzwiami tak, że niemal wyleciały one z zawiasów, a następnie udałam się bezpośrednio do domu przyjaciółki. O dziwo, nawet się tym nie przejęłam. Czułam ulgę. Maniurka otworzyła mi drzwi dziwiąc się, że jestem tak wcześnie (do imprezy zostały jeszcze dwie godziny). Zaprosiła mnie do środka. W tym momencie uświadomiłam sobie, że wychodząc z domu w przypływie nerwów, nie przebrałam się ani nie umalowałam. Nie wzięłam nawet niczego, aby móc zrobić to tutaj. Na szczęście Maniurka, jako pasjonatka mody i makijazu, z ogromnym entuzjazmem podjęła się dokonania na mnie metamorfozy. I wiecie co? Zrobiła mnie na bóstwo.

Jeszcze nigdy nie wyglądałam tak pięknie. Upięte włosy, idealnie zarysowane brwi, konturowanie rozświetlaczem i bronzerem z najnowszej kolekcji, długie i gęste czarne rzęsy, matowe usta w kolorze pudrowego różu. Kiedy spojrzałam w lustro, z początku nie poznałam samej siebie. Wyglądałam jak te wszystkie gwiazdy, które widuję w telewizji lub na Instagramie. Miałam ochotę płakać ze szczęścia, ale wtedy wszystko by ze mnie spłynęło. Maniura pożyczyła mi również jedną ze swoich sukienek, ponieważ nosimy ten sam rozmiar. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz cieszyły mnie tak przyziemne rzeczy i szczerze? Brakowało mi tego uczucia. Wreszcie mojej głowy nie zaprzątały nauki ścisłe. Czułam się ze sobą dobrze i wiedziałam już, że dziś chcę bawić się na całego.

Goście zaczynali się powoli schodzić. W większości byli to nasi znajomi ze szkoły. Kiedy do nich podchodziłam, przedstawiali mi się, jakbyśmy widzieli się pierwszy raz. Kiedy mówiłam "Ale to przecież ja, Elena", byli niezwykle zdziwieni i zaczynali wychwalać w niebiosa moją przemianę. "Wyglądasz świetnie!", "Powinnaś się tak malować na co dzień!". Gdyby nie brak czasu, zapewne tak właśnie bym postępowała. Przyjęcie oficjalnie się zaczęło, wszyscy goście tańczyli i sączyli drinki. Na początku nie wiedziałam, jak zachować się na parkiecie - ostatni raz na dyskotece byłam w trzeciej klasie podstawówki, a i tak podpierałam wtedy ścianę. Kiedy głowiłam się nad tym, jak nie zrobić z siebie idiotki, ktoś złapał mnie za ramię.
 - Witaj, piękna - usłyszałam za sobą zmysłowy, męski głos.

Odwróciłam się i ujrzałam Karola - przystojniaka ze szkolnej drużyny. Chodziliśmy razem do klasy, jednak rzadko kiedy rozmawialiśmy - obracaliśmy się w innym towarzystwie, a ja z powodu korepetycji nigdy nie miałam okazji pójść na żadną klasową integrację.
 - Cześć - odparłam machinalnie, chichocząc. Nie wiedziałam, jak się zachować. Nastała między nami cisza, która mimo lecącej w głośnikach muzyki i tłumu ludzi wokół była dla mnie niezręczna. On jednak wydawał się niezwykle spokojny i pewny siebie.
 - Nie chciałabyś może zatańczyć? - zapytał, wyciągając dłoń w moją stronę.
 - Ja... Ja bardzo chętnie, tylko nie umiem tańczyć i tego... Tańczę jak królewna z drewna, hehe - zaczęłam pleść od rzeczy i się czerwienić. Rumieńców jednak pod taką warstwą szpachli, jaką miałam na twarzy, nie dostrzegłby nawet najbardziej spostrzegawczy mężczyzna na świecie.
 - Spokojnie, poprowadzę cię - odrzekł spokojnym głosem z uwodzicielskim uśmiechem. Był niezwykle przystojny i od samego kontaktu wzrokowego uginały się pode mną kolana. Nigdy nie interesowałam się chłopakami, nawet nie byłam nigdy w związku, co jest dość wstydliwą kwestią. Kolegów postrzegałam jedynie obiektywnymi kategoriami. Dziś jednak stałam się zupełnie inną osobą. Widząc go, miałam ochotę rzucić się na niego i zapomnieć o całym świecie. Złapał mnie za rękę i poprowadził na sam środek parkietu. Widziałam z daleka Maniurę, która na początku zdziwiła się, a następnie uśmiechnęła. Zaczęły we mnie buzować hormony, o których tak wiele się ostatnio uczyłam. Przesłaniały moją trzeźwość umysłu.

Tańczyłam z nim cały czas, sącząc drink za drinkiem. Byłam pewna, że za chwilkę odejdzie porwać do tańca inną dziewczynę, jednak tego nie zrobił. Cały czas trwał przy mnie i wpatrywał się na mnie jak w obrazek, wręcz rozbierał mnie wzrokiem. Z jednej strony peszyło mnie to, ale im więcej alkoholu spożywałam, tym bardziej mi się to podobało. Widziałam tez zazdrość w oczach innych dziewczyn - Karol jest powszechnie uznawany za "ciasteczko". Rozmawialiśmy o wielu rzeczach, począwszy od szkoły aż do życia prywatnego. Nie należał do najbystrzejszych, ale dało się poprowadzić z nim rozmowę na poziomie, co jeszcze bardziej pozytywnie na mnie oddziaływało.

Zbliżała się północ. Jeszcze nigdy nie byłam tak późno poza domem. Nie chciałam tam wracać i postanowiłam, że zostanę jak najdłużej. Impreza wciąż trwała, a my z Karolem przełamywaliśmy coraz to nowsze bariery. Coraz swobodniej się ze mną obchodził i na coraz więcej sobie pozwalał. Nie przeszkadzało mi to. Po raz pierwszy w życiu czułam się atrakcyjna. Mam już 18 lat, a jeszcze nigdy nie znalazłam się w takiej sytuacji. Na szczęście on o tym nie wiedział. W pewnym momencie powiedział, ze musi pójść się odświeżyć i czy nie poszłabym z nim, ponieważ trochę wypił i boi się, że sam nie da rady wejść po schodach na górę. Maniurka mieszkała w domu jednorodzinnym, na górnym piętrze znajdowały się pokoje jej, jej rodziców oraz łazienka. Zgodziłam się i poprowadziłam go. Maniurka nie zauważyła mojego zniknięcia, ponieważ w tej chwili była bardzo zajęta zabawianiem gości. Kiedy weszliśmy na górę, Karol zaczął się bardzo odważnie do mnie przystawiać.
 - Nie chciałeś się czasem odświeżyć? - zapytałam, nie wiedząc jak postąpić.
 - To był tylko pretekst do tego, aby zostać z tobą sam na sam. Dziś nie widzę świata poza tobą - odpowiedział.
Nie miałam pojęcia, co o tym myśleć. Nikt jeszcze nie powiedział mi czegoś tak dowartościowującego. Pocałował mnie, a ja odwzajemniłam jego pocałunek. Zrobił to kolejny raz. Objął mnie. Nawet nie pamiętam, w którym z pokoi nagle się się znaleźliśmy. Wszystko działo się tak szybko, a jednocześnie w jego ramionach czułam się, jakby czas się zatrzymał. Straciłam w tym momencie wszelkie blokady. Zapomniałam o rodzicach, o nauce, o medycynie. Wreszcie myślałam tylko o sobie. Nigdy nie zapomnę tego, co przeżyliśmy tej nocy. Było wspaniale. Czułam się błogo, nie będąc jeszcze świadomą, jaki obrót z czasem przybierze ta historia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz