niedziela, 9 grudnia 2018

Największy błąd mojego życia

Obudziłam się w szpitalu, z początku widząc przed sobą jedynie jasną plamę światła. Wciąż byłam oszołomiona. Wydawało mi się, że oślepiający mnie blask jest tym słynnym, symbolicznym światełkiem w tunelu, które wielu ludzi dostrzega odchodząc z tego świata. Tego chciałam. Biała plama jednak stawała się coraz bardziej wyraźna, a kształty poszczególnych obiektów zarysowywały się stopniowo. Moje zmysły wybudzały się z letargu. Wracałam do żywych. Niestety.

Leżałam na niezbyt wygodnym łóżku. W pomieszczeniu panował minimalistyczny, sterylny wystrój. Odzyskując świadomość zdałam sobie sprawę z tego, że przebywam w szpitalu. Wszystkie łóżka w mojej sali były puste, w pobliżu nie było nikogo. Prawdopodobnie był środek nocy, ponieważ jedyną plamę światła w ciemności dawała zapalona na korytarzu jarzeniowa lampa. Spróbowałam wstać, jednak wciąż kręciło mi się w głowie. Nie do końca pamiętałam, co ostatecznie się wydarzyło Chyba krwawiłam. Mogłam stracić dużo krwi, jednak bardziej prawdopodobny jest fakt, że leki nasenne wciąż częściowo działają i mnie otępiają.

Kiedy udało mi się wreszcie poderwać z łóżka i złapać względną równowagę, wykonałam trzy kroki aby przejść na drugą stronę łóżka. Wiedziałam, że odpowiedzi na wszystkie moje pytania znajdę w najbardziej strategicznym szpitalnym zbiorze informacji - karcie pacjenta. Tę znaleźć można było przymocowaną do przedniej strony łóżka każdego pacjenta. Dobyłam swojej tak szybko, jak tylko do niej dotarłam. Wzięłam ją pod pachę i powolnym krokiem wróciłam z nią na łóżko. Spodziewałam się wszystkiego, ale nie tego, co rzeczywiście w niej przeczytałam.

Nieudana próba samobójcza. Przedawkowanie leków na sennych. Poronienie.

Poronienie? Wszystko zaczynało układać się stopniowo w spójną całość, choć z początku wydawało się zupełną abstrakcją. Zupełnie jakby śnił mi się koszmar i zaraz miałabym się obudzić. Z czasem jednak zaczęłam łączyć wszystkie fakty. Ciąg przyczynowo-skutkowy, który doprowadził mnie właśnie tam, gdzie byłam. Przyjęcie u Maniury. Wspólnie spędzona z Karolem noc. Odwrócenie się wszystkich ode mnie. Moja próba samobójcza poprzez zażycie ogromnej ilości leków nasennych... Nie miałam pojęcia, że pod moim serduszkiem mogło rozwijać się nowe życie. Początkowa faza ciąży objawiać się może różnie. Jednym z podstawowych objawów jest zmiana samopoczucia i drażliwość. Rzeczywiście nigdy wcześniej nie byłabym w stanie odważyć się na taki czyn. Nigdy nie obchodziło mnie aż do tego stopnia, co myśleli o mnie inni. Tym razem jednak dałam się wyprowadzić z równowagi do takiego stopnia, że byłam gotowa targnąć się na swoje życie. Myślałam, że dłuższa walka nie ma sensu. Że nie mam dla kogo żyć. Okazało się jednak, że nigdy w życiu aż tak się nie pomyliłam. Nigdy jeszcze nie popełniłam takiego błędu. Próbując pozbawić życia samą siebie, zabiłam cząstkę mnie, o której istnieniu nie miała pojęcia. Cząstkę mnie, która żyła własnym życiem. Otrułam własne dziecko.

Miałam zostać lekarzem, aby pomagać ludziom, ratować istnienia. Tymczasem... Moje sumienie już mi na to nie pozwoli. Mój świat się zawalił. Wiedziałam, że nic już nie będzie takie samo. Zniszczyłam wszystko. Rozpłakałam się. Wpadłam w histerię. Zaczęłam krzyczeć. Wyć. Tak potwornego wyrazu rozpaczy nie wydałam z siebie jeszcze nigdy. Wbijałam sobie paznokcie w skórę głowy, zaciskałam oczy, próbując na siłę wybudzić się z tego koszmaru. To na nic. Wstąpiła we mnie potworna, demoniczna siła. Znów straciłam świadomość, postradałam zmysły. Wybiegłam z sali. Ktoś próbował mnie powstrzymać, ale byłam tak agresywna i uparta. Biłam, wyrywałam się, krzyczałam, rzucałam czym popadnie. W końcu uwolniłam się z uścisków. Uciekłam ze szpitala. Biegłam prosto przed siebie ze łzami w oczach. Nie wiedziałam dokąd. Miałam nadzieję, że to wszystko tylko mi się śni. Że za chwilę się obudzę. Czułam, jak przyspieszonym pulsem biło moje serce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz