Niniejszy blog ma charakter dydaktyczny i powstaje w ramach zajęć "Twórcze pisanie. Praca z blogiem" prowadzonych w Instytucie Filologii Romańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. Autorem bloga jest student wcielający się w wybraną, nieistniejącą postać z życia społecznego, a publikowane tu treści są całkowicie fikcyjne i nie odzwierciedlają prawdziwych poglądów autora ani koordynatora zajęć.
poniedziałek, 22 października 2018
Pierwsze kroki w roli bloggerki
Witajcie wszyscy! Z racji tego, że jest to mój pierwszy wpis, zupełnie nie wiem, od czego mogłabym zacząć. Hmm... Może na początek się przedstawię? Mam na imię Elena i jestem uczennicą ostatniej klasy liceum. W nadchodzącym roku czeka mnie matura - państwowy egzamin, mogący mieć znaczący wpływ na wygląd mojej przyszłości. Wielu z Was pewnie stwierdzi, że przesadzam, albo zacznie rzucać tekstami, że "przecież nie każdy wielki człowiek zdał maturę", "matura to bzdura", itd, itp. Może i byłoby tak, gdybym nie miała już ustalonych planów na swoje życie. Niekoniecznie przez siebie samą... Pochodzę z rodziny, w której od wielu lat, w każdym pokoleniu, był co najmniej jeden lekarz. Moim rodzicom od zawsze bardzo zależało na tym, aby tradycji rodzinnej stało się zadość i już od małego starali się mocno wpajać mi swoje przekonania, na każdym możliwym kroku gwałcąc moje uszy stwierdzeniami typu: "lekarze są prawdziwymi bohaterami, ratują życie innym, to jeden z najszlachetniejszych jaki można sobie wyobrazić". Teraz, gdy jestem już dorosła i widzę, jak świat działa naprawdę, nie do końca się z tym zgadzam. Wiele razy trafiłam do lekarzy, którzy partaczyli swoją robotę, jak nie wiem, ale... Może właśnie to powinno motywować mnie do tego, aby wyprzeć ich z rynku pracy i w przeciwieństwie do nich naprawdę pomagać ludziom? Wierzę też, że gdyby nie silne wpływy moich rodziców obecne już od wczesnego dzieciństwa, lekarz nie byłby zawodem, który w jakikolwiek sposób by mnie przyciągał. Jestem dość wrażliwa, nie lubię widoku krwi, co powinno mnie na wstępie dyskwalifikować. Moje pasje również drastycznie odbiegają od tematów medycznych, lecz o nich opowiem później :) Mimo tego wszystkiego, z powodu takiego a nie innego wychowania, nie jestem w stanie odnaleźć się w jakiejkolwiek innej perspektywie przyszłości. Na myśl o tym, że matura mogłaby mi pójść niewystarczająco dobrze, aby dostać się na medycynę, robi mi się niedobrze, wpadam w panikę. Takie scenariusze kołaczą mi się ostatnio w głowie coraz częściej, prawdopodobnie z powodu narastającego stresu. Zegar tyka i czasu z dnia na dzień jest coraz mniej. W telefonie komórkowym ustawiłam sobie nawet odliczanie do matury, zupełnie jakby to miało mi w jakiś sposób pomóc... MA-SAK-RA! Wszystkie te nerwy zaczęły się we mnie kumulować, co sprawiło, iż musiałam odnaleźć ujście dla swoich emocji. Długo myślałam o tym, jaką formę mogłoby ono obrać. Pewnego dnia moja przyjaciółka, Maniurka (pozdrawiam Cię serdecznie <3), poleciła mi właśnie pisanie bloga. Uargumentowała to tym, że gdy była w związku z Mateuszem, który bardzo, bardzo źle ją traktował (ale nie będę o tym pisać), pisanie pomogło jej wyrzucić z siebie cały gniew, całą rozpacz i dużo szybciej potrafiła dojść do siebie. Ja nigdy tego nie robiłam. Póki co nie czuję dużej różnicy, ale rzeczywiście nieco mi ulżyło. Maniurka mówi, że zawsze miałam w sobie coś z Pokemona :) Hehe. I dziwiła się, że nigdy nie zakładałam bloga. Przy dziesiątkach godzin korepetycji z nauk ścisłych, które moi rodzice opłacali już od przedszkola, aby kształtować mój mózg wedle swojego uznania, nigdy nie miałam na to czasu, a jednak okazuje się, że jest to całkiem fajne. Trochę żałuję, że nigdy im się nie zbuntowałam. Mam wrażenie, że wiele szans na przeżycie czegoś niezwykłego przeciekło mi przez palce. Czas się otworzyć, jednak dobrze robić to małymi kroczkami. Dlatego właśnie tu jestem :) I mam nadzieję, że przyjmiecie mnie tu ciepło. Postaram się pisać dość często. Buziaki :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz