Znacie to uczucie, kiedy zupełnie tracicie grunt pod nogami? Mówiąc to, nie mam na myśli żadnej metafory.
Emocje wzięły we mnie górę na tyle, że nie wiedziałam zupełnie, dokąd biegnę. Byłam tak zajęta ucieczką przed własnymi demonami, iż poskutkowało to tym, że spadłam z klifu. Tak, z klifu. Tak to jest, kiedy biegnie się na oślep, uciekając za wszelką cenę przed samym sobą. Ponownie trafiłam do szpitala. Ktoś odnalazł mnie dopiero nad ranem. Trochę się połamałam, ale nic poważnego mi się nie stało. Jednak niezmiernie zdziwiło mnie to zobaczyłam, po wybudzeniu się z poupadkowego letargu.
Przy moim łóżku siedziała Maniurka. Nie widziałam jej ani razu od momentu tamtej feralnej imprezy, którą chciałabym wymazać nie tylko ze swoich wspomnień, ale również z rzeczywistości. Zdziwiło mnie, że ją widzę, ponieważ nie sądziłam, że będzie chciała mieć ze mną cokolwiek wspólnego.
- Cześć, Elena - wydukała pod nosem, wyglądając przy tym jakby nie wiedziała, jak ma się zachować.
- Maniurka? - wyraziłam swoje zdziwienie.
Porozmawiałyśmy trochę o wszystkim. O naszej wieloletniej przyjaźni i o tym, że jej zdaniem to, co wydarzyło się na imprezie. Przeprosiła mnie, twierdząc, że ją poniosło, mimo że uważam, iż w pełni miała rację. Mam wrażenie, że po prostu się nade mną ulitowała. Gdyby nie usłyszała o mojej próbie samobójczej (dwukrotnej swoją drogą, bo zapewne tak interpretowany był mój skok z klifu), pewnie nie odezwałaby się już do mnie nigdy ani słowem. Ale byłam jej wdzięczna za to, że jest. Stęskniłam się za nią.
Kiedy poszła zaczęłam zastanawiać się, czy zamkną mnie w wariatkowie, skoro ich zdaniem dwa razy próbowałam się zabić. Nie było jeszcze w mojej sali żadnej pielęgniarki ani lekarza. Moi rodzice również tego dnia mnie nie odwiedzili. Wiem, że gdyby tak się stało, nie mogłabym podejść w tym roku do matury. O ile kiedykolwiek byłabym jeszcze do tego zdolna. Cała moja przyszłość stanęła pod znakiem zapytania. Ale coraz mniej emocji przywiązywałam do niej i do swojego życia. Stawałam się coraz bardziej chłodna i obojętna. Nie okazywałam żadnej radości ani rozpaczy. Tłumiłam to w sobie, jeżeli takową poczułam. Tak było mi dużo łatwiej funkcjonować. Oprócz odwiedzin Maniurki zdziwiła mnie tylko jeszcze jedna rzecz, którą dostrzegłam dopiero po czasie - bukiet kwiatów. Bez żadnego bileciku. Nie wiedziałam, od kogo mógł być. To nie Maniurka go przyniosła, znam ją. Moi rodzice również nie wpadliby na taki pomysł. Wnet rozległo się pukanie do sali. Spojrzałam w uchylone drzwi i dostrzegłam znajomą sylwetkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz